Read More

slide

Konstytucja 3 Maja

Zakochanie się Kościuszki w Teklusi i pobyt jego w Międzybożu miały miejsce w okresie opracowywania i ogłoszenia Konstytucji 3 Maja. Niewątpliwie postępowe idee Konstytucji radowały Kościuszkę, a irytowały konserwatystę chorążego. Był to więc nieustający przedmiot dyskusji oraz sporów, i one to w znacznej mierze zadecydowały o niechęci pana Macieja do Kościuszki. Najwidoczniej dyskusje między Kościuszką i Żurowskim były ostre i zbyt nieustępliwe, gdyż Teklusia w jednym ze swoich liścików interweniowała, prosząc, „aby się nie spierać z ojcem”, a Tadeusz obiecywał: „Czynić będę, co chcesz, i jak najgrzeczniej obchodzić się, a jeśli chorąży coś powie przeciw memu przekonaniu, ugryzę się w język, ale nic nie odpowiem”. Wiosna była już w całej pełni i Kościuszko musiał dużo jeździć do wojsk rozstawionych wzdłuż granicy, bo choć ks. Józef Poniatowski był jego szefem, to jednak przebywał stale w Warszawie, a na Kościuszce spoczywała cała odpowiedzialność za regimentarstwo. Za to dr Hakenszmit pozostawał na miejscu i oczerniał generała przed chorążym, ile się dało. I wtedy to właśnie Kościuszko, po naradzeniu się z matką i córką, przesłał ugrzeczniony list oświadczynowy do chorążego, prosząc go o rękę córki, której wzajemność pozyskał.

Zrodziła się ta gwałtowna miłość

Otóż księżna Izabela miała aż cztery córki, ale żadnego potomka męskiego. A właśnie marzeniem jej i najsilniejszym pragnieniem było posiadanie syna, dziedzica rodu i nazwiska. Ze wspomnień generałowej ziem podolskich, księżnej Izabeli z Flemingów Czartoryskiej, wyłania się sylwetka samotnej i smutnej księżny marszałkowej: „W swej mokotowskiej rezydencji, pełnej świątyń, grot, namiotów i wiejskich domków ukrytych w zieleni … spędzała księżna Lubomirska wcale niewesołe dni … Wśród wyrafinowanego przepychu, wśród najrzadszych kwiatów, w blaskach łamiących się w świecznikach z górskiego szkła i żarzących się kryształach luster, otoczona nieprzemijającym pięknem przedmiotów – leżała na niskiej sofie ich właścicielka, drobna’, chuda, starzejąca się
kobieta obsługiwana przez tureckiego służącego, piękniejszego niż słońce … Ani jednej z czterech jej córek … nie było przy matce … Rzadko kiedy widywano je razem … Izabela Lubomirska źłe znosiła ich obecność, bowiem zawsze pragnęła mieć syna, a zawód po każdym połogu odbijał się na Bogu ducha winnych dziewczętach. Owszem, dbała o ich edukację … starannie dobierała im mężów, ale żal, że nie miała syna, odbijał się brakiem uczucia dla córek”. Ujrzawszy małego Henryka Lubomirskiego, księżna uznała go za dar losu. Bo chłopaczek był istotnie niezwykle pięknym dzieckiem, przy tym pełnym wdzięku i dziecięcego czaru. Rozpoczęły się więc pertraktacje o dziecko. Księżna marszałkowa oświadczyła, że gorącym sercem pragnie się zająć wychowaniem i edukacją Henryczka, że otoczy go najlepszymi guwernerami, pokaże mu, gdy podrośnie, szeroki świat i majątkowo zabezpieczy jego przyszłość. Nie pragnie wcale oderwać go całkowicie od rodziców i rodzeństwa. Będą mogli widywać się z dzieckiem, kiedy tylko zechcą; marszałkowa będzie też przyjeżdżała z nim do Równego, ale prag^ nie, aby dziecko wychowywało się w jej domu, pod jej wyłącznie opieką.

Zdrowie ojca

Matka, bawiąca wówczas w Ratnie, pisze do Ludwiki: „Pocieszam się nieskończonym staraniem, jakie kochane dzieci czynicie o zdrowie najukochańszego Ojca Waszego i za które to (staranie) serce moje nie znajduje słów na wyrażenie mej wdzięczności”. Wyleczonego ojca odwiozła Ludwika do Ratna, skąd po odpoczynku udała się do Warszawy. Czekał tam na nią małżonek. Karnawał spędzili Lubomirscy w stolicy. Po wielotygodniowym zmartwieniu należało się Ludwice odprężenie w zabawie. Poza tym książę Józef zamierzał odwieźć żonę z dziećmi do wód za granicę, a sam miał powrócić dla dopilnowania rozpoczynającej się właśnie przebudowy zamku. Za granicą towarzyszyć mieli Ludwice również Platerowie. Aliści okazało się, iż Ludwika znów jest przy nadziei, a że czuła się nie najlepiej, należało odłożyć wojaż zagraniczny. Wtedy to właśnie w związku z chorobą i śmiercią (1782 r.) swego ojca powróciła do kraju ks. marszałkowa Izabela z Czartoryskich Lubomirska i zapowiedziała odwiedziny w Równem i Dubnie. Oczywiście, czyniła to przy okazji lustracji swoich dóbr w tej części Polski leżących. Ujrzawszy w Równem blisko pięcioletniego prześlicznego najstarszego synka Ludwiki, księżna Izabela uległa takiemu oczarowaniu i tak egzaltowanej miłości do małego krewniaka, że po prostu zażądała, aby rodzice oddali jej dziecko na wychowanie. Józefostwo Lubomirscy znaleźli się w kłopotliwej sytuacji. Jakże odmawiać stryjence marszałkowej, która była najbardziej wpływową panią w całej Rzeczypospolitej? Pani marszałkowa miała charakter despotyczny, nie znosiła żadnego sprzeciwu, przy tym okazywała tak szczerą i gorącą miłość do chłopczyka, że i to zobowiązywało rodziców.

Trzecie dziecko Ludwiki

W sierpniu 1779 r. Ludwika urodziła trzecie dziecko, dziewczynkę, której nadano imię Helena. Na chrzestną matkę zaproszono księżnę marszał- kową Izat*elę Lubomirską, najbardziej rozpolitykowaną i wpływową wówczas damę w Polsce. Widocznie poznała się ona na przymiotach charakteru Ludwiki, bo gdy książę Józef Lubomirski, wracając z Warszawy na Wołyń, zatrzymał się u niej w Opolu Lubelskim, aby towarzyszyć jej w dalszej podróży do Równego, złożyła mu gratulacje z powodu „tak udanego małżeństwa”. Podkreślała „wysokie przymioty umysłu i charakteru księżnej Ludwiki”, a wręczając mu świeżo wydaną przez księdza biskupa warmińskiego (Krasickiego) satyrę pt. Żona modna powiedziała, że „mógł trafić na taką właśnie żonę”. Matka Ludwiki, hetmanowa Sosnowska, towarzysząca swemu mężowi w drodze do Warszawy, zatrzymawszy się w Opolu – była świadkiem tej rozmowy i tegoż samego dnia pisała z rozrzewnieniem do Ludwiki: „Jakaż to jest rzecz słodka i miła słyszeć o Tobie takowe sentymenta. Niech wchodzi to w umysł Twój – radość nasza stąd jest niezmierna. Pociągasz Ty nas słusznie do kochania Cię bez miary do poważania nad wszystkie wyrazy słowne”. Dopisuje się do tegoż listu stary hetman z wyrazami czułości i miłości dla córki oraz wnucząt. Zaskakującą dla nas jest ta zgoda i wzruszająca sielanka rodzinna. Przecież zaledwie kilka lat minęło od czasu, kiedy zakochaną w Tadeuszu Ludwikę jej rodzice niemal więzili, potem porywali i do niemiłego jej małżeństwa zmusili, teraz prześcigają się w wyrażaniu uczuć miłości i uwielbienia dla córki – księżnej… Trudno to zrozumieć, bo i od Ludwiki przychodzą listy pełne czułości i oddania… Te uczucia wyrażane są również przesyłaniem matce prezentów: pięknych kornetów, książek, jedwabnych materiałów itp., które łatwiej było nabyć w Równem lub w handlowym Dubnie. Posyłała jej także kilka razy rękawiczki i to całymi tuzinami, a także owoce południowe. Wszystko to świadczy, że między Ludwiką a rodzicami, którzy – jak pisze Wł. Dzwonkowski – „dopuścili się srogiego gwałtu nad uczuciami córki”, panują obecnie stosunki nie tylko poprawne, ale nawet bardzo serdeczne. W liście z 20 stycznia 1780 r. pani Sosnowska dziękuje Ludwice za przesłane jej „jedwabne materie do obicia, nici i wzory haftów oraz inne podarunki – pisze: „Dowody miłości i pamięci moich kochanych córek są dla mnie z niczym i nigdy nie do porównania…” W rok później, bo 18 stycznia znów znajdujemy w liście hetmanowej najgorętsze podziękowania „za miłość, oddanie i wdzięczne serce” córki.

Porwanie panny z klasztoru i ślub

Pewnego razu „w noc burzliwą Ludwika posłyszała jęki kobiece, dochodzące z przyklasztornego cmentarza. Poruszyły one jej litość. Gdy w towarzystwie starszej zakonnicy młoda nowicjuszka wybiegła za furtę dla niesienia ratunku jęczącej, porwali ją nieznani jej ludzie i zawieźli do odległego zamku. Tam nazajutrz ukazał się jej ojciec i zapowiedział natychmiastowy ślub z właścicielem tegoż zamku, księciem Józefem Lubomirskim”. Wprawdzie klasztor znajdował się niezbyt daleko od Ratna, lecz już w powiecie kowelskim, a z Kowla do zamku Lubomirskich w Równem za parę godzin nocnych nawet rozstawionymi końmi nie można dojechać. Być więc może, że była to jakaś inna i bliżej położona posiadłość Lubomirskich, do której dowieziono Ludwikę. Sprytnie zatem urządził to jej ojciec. Jemu, hetmanowi polnemu, nie wypadało najeżdżać na klasztor i porywać zeń własnej córki. Podstępnie wywabił ją za klasztorną furtę i dopiero stamtąd kazał ją porwać. Sam ukazał się córce dopiero nazajutrz i oświadczył jej swą nieodmienną wolę. Ludwika i teraz jeszcze próbowała się bronić. Chciała zjednać sobie księdza i podczas spowiedzi przedślubnej opowiedziała wszystko spowiednikowi. Wyznała też księciu Józefowi, że jej serce należy tylko do Kościuszki.
„Oświadczyłam mu – pisała w kilka lat później, już jako Lubomirska, do Kościuszki – że tylko ciebie kocham, że wyrzekłam się posiadania twej osoby, lecz nie twej miłości. Kapłan zdawał się to pojmować, ubolewał nade mną, lecz wyższa jakaś władała nim potęga. Ślub się odbył przymusowy. Tu myślą goniłam za tobą, bo jak moja dusza była przy tobie, tak moje serce należy do ciebie, a tylko moją nie złączoną z duchem osobę oddałam księciu”. W takich to dramatycznych okolicznościach zakochana w Kościuszce panna Ludwika Sosnowska została pod koniec 1776 r. bez własnej woli zaślubiona księciu Józefowi Lubomirskiemu.

Surowe prawo do związku

W dawnej Polsce, gdy prawo rodzinne, a właściwie przemoc ojcowska decydowała o losie, a więc o całym życiu córek, uciec/ka panien do klasztoru przed nie chcianym małżeństwem była od dawna stosowanym i jedynym sposobem. Bogu w opiekę oddającą się dziewicę rzadko siły świeckie ważyły się wyciągać. I klasztory żeńskie korzystały z tego przywileju. Znalazłszy się za furtą, Ludwika też poczuła się bezpieczna. Widocznie spotkała się ze zrozumieniem przełożonej, gdyż ta nie tylko ją przyjęła, ale dyplomatycznie poradziła napisać list do króla Stanisława Augusta o pozwolenie „pozostania w klasztorze, by w nim żyć i umierać”. Nie znamy tej korespondencji z królem, ale że Ludwika istotnie list wystosowała, świadczyć może jeden z jej późniejszych listów do Stanisława Augusta, w którym m.in. pisze: „Znane są W.Kr. Mości dawne stosunki między mną i p. Kościuszką”. Czy król odpowiedział na ten list lub czy interweniował u ojca – nie wiemy. Z przytoczonego przez Korzona listu Ludwiki do Kościuszki dowiadujemy się, że przez pewien czas przebywała w tym klasztorze; prawdopodobnie całą zimę i wiosnę 1776 r. Odbywała nowicjat, zapoznawała się z surowymi regułami zakonu, w którym pragnęła spędzić resztę życia.

Miłość rośnie

Nic dziwnego, że w epoce XVIII-wiecznego sentymentalizmu i pod wpływem tej powieści potęgująca się z dnia na dzień wzajemna miłość Tadeusza oraz Ludwiki dochodziła do szczytu i lada moment mogła wybuchnąć wyznaniem i decyzją wspólnego pójścia w dalszą drogę życia. Nawet i wiosna tego 1775 roku sprzyjała miłości. Pojawiła się wcześnie i była pogodna, ciepła i piękna, jak rzadko kiedy, Słowiki w parku, zwłaszcza w wiklinie nad rzeką Piwonią zanosiły się od śpiewu, popadając wprost w ekstazę, konwalie i bzy odurzały zapachem. Ludwika i Tadeusz upojeni urokami przyrody chodzili teraz półprzytomni, jak gdyby pijani szczęściem, a towarzyszyła im, nie odstępująca ich ani na chwilę, cnotliwa ciotunia (Zenowiczówna), a niekiedy stryjeczna siostra, Teklunia Sosnowska. Odkrywali nowe ustronne zakątki ogrodu, przeznaczone na wprowadzenie udoskonalających innowacji. Słuchali przy świetle księżyca śpiewu słowików. Cóż dziwnego, że w tych warunkach pogłębiła się miłość … „Znalazły się wkrótce wszystkie nieodzowne akcesoria, których wiek XVIII do budzenia wzruszeń miłosnych używać rozkazywał – pisze Stanisław Wasylewski; to jest gitara, cicho o struny wieczorem trącana, zaciszna berseusa w tajemniczym ustroniu, kępa natchnienia w cichej solitudzie i sekret przed ich mość rodzicami najgłębszy, którego nie zdradzi ciocia przyzwoitka … Za czym potoczyły się sprawy, jak zazwyczaj toczyć się zwykły”. ‚

Budowa twierdz

Niestety. Tadeusz Kościuszko nieprędko mógł to dziełko obejrzeć, bo gdy książkę oddawano do druku, on, jako jeden z najzdolniejszych absolwentów Szkoły Rycerskiej, wraz z kolegą Józefem Orłowskim wysłany został przez króla na dalsze studia do Szkoły Rysunku i Malarstwa w Paryżu, a tam na miejscu zabrał się ponadto prywatnie do studiów pod kierunkiem profesorów Wojskowej Szkoły Inżynieryjnej. A specjalnie interesował się budową twierdz. Stanisław Herbst w życiorysie Kościuszki, zamieszczonym w Polskim Słowniku Biograficznym oraz w swym studium pt. Kościuszko architekt pisze, że cztery lata studiów Kościuszki w paryskiej Akademii Malarstwa i Rzeźby okazały się okresem wystarczającym nie tylko na ..całkowite opanowanie rysunku”, ale i na uzupełnienie wiedzy potrzebnej do zdania konkursowego egzaminu szkoły inżynierów w Mezieres, a także do przerobienia dwuletniego kursu w tamtejszej Eeole du Cienie… W szkole tej Kościuszko studiował takie przedmioty, jak: wyższa matematyka, mechanika, hydraulika, wytrzymałość materiałów budowlanych, historia powszechna, geografia, rysunek, a także studium fornfikacji oraz architektury cywilnej i wojskowej. Interesował-się także ..budową mostów, śluz, dróg, grobel i kanałów”. Studiował także technikę zakładania i przebudowy wielkich ogrodów i parków.
Z takim więc dużym zapasem wiedzy Kościuszko wrócił do kraju, aby mu służyć z całym oddaniem.

Miłość nauczyciela z uczennicą

Pokochali się nauczyciel z uczennicą, a mając wszelką sposobność poszeptów tajemnych, umówili się z sobą pobrać się sekretnie i ujechać z kraju”. Lecz brak środków materialnych nie pozwolił zrealizować tych planów, tym bardziej że i król odmówił Kościuszce swej pomocy w tej sprawie. Aby zdolnego a tak szalenie zakochanego młodzieńca uratować przed nieodpowiedzialnymi poczynaniami, król poradził Tadeuszowi, „aby zapomniał o swej szalonej miłości i bez zwłoki w tym momencie uchodził spiesznie za granicę. Znam twój niedostatek – mówił król – masz sto dukatów i umykaj, jeżeli chcesz życie ocalić”. Trembicki dodaje jeszcze, że romans ten zakończył się wyprawieniem panny Ludwiki „wraz z jej przyjaciółką i krewną Paszkowską – bliską moją kuzynką – do zamku, gdzie w ścisłym odosobnieniu przez lat blisko siedem obie (sic!) nie wprzódy otrzymały wolność, aż hetmanówna do ołtarza z Lubomirskim zaprowadzona została… co nastąpiło w 1776 r.” Wyjaśnia nadto [że] „to wszystko, com tu umieścił, wiadomem było całej powszechności i mogę powiedzieć sumiennie, że mam to z ust Naruszewicza, mojej kuzynki Paszkowskiej, matki-ksieni Sibiockiej… i mnóstwa innych osób”. Zgadzamy się z tą relacją w jej pierwszej części, tym bardziej że potwierdza ją również opowiadanie innego „naocznego świadka” – ciotki samej Ludwiki, panny Zenowiczówny. Potwierdza ją też Cieszkowski w swym Pamiętniku anegdotycznym, pisząc, iż „Kościuszko zawarł bliższą znajomość z Ludwiką, będąc jeszcze kadetem w Szkole Rycerskiej”. Jednakże zamiary zawarcia potajemnie małżeństwa i dalsze dzieje miłości odnoszą się na pewno do okresu o pięć lat późniejszego.

Kiedy zrodziła się miłość?

Biografowie i historycy wiodą spory o datę bliższego poznania się Tadeusza z panną Ludwiką Sosnowską i o początek ich miłości. Jedni uważają, że zaczęła się ona w latach 1766-1769, inni że dopiero w 1774 r. Nam się wydaje niewątpliwy ten pierwszy okres. Bo jakże inaczej być mogło, skoro Tadeusz był synem sąsiada, dalekim wprawdzie, ale fami- liantem, w dodatku protegowanym do szkół właśnie przez Józefa Sosnowskiego. Mógł Kościuszko poznać panienki jeszcze w Sosnowicy, odnowił i umocnił z nimi znajomość w Warszawie, a spotkać je mógł jako kadet Szkoły Rycerskiej i uzdolniony tancerz zarówno na panieńskim baliku szkolnym, na które „młódź rycerską” sama pani przełożona Szmidt zapraszała, jak i na balach w prywatnych salonach, gdzie także – jak wspomina Niemcewicz – „tak zdolnych tancerzy nie tylko zapraszano – mało tego – wyrywano ich sobie, gdy w jednym dniu karnawału zbiegły się razem dwa, trzy bale”. Karol Falkenstein, jeden z pierwszych biografów Kościuszki, miał przecież wiele okazji rozmawiać w Dreźnie z osobami, które Kościuszkę z bliska i osobiście znały i mogły mu dużo o nim opowiedzieć. Do nich należeli: Ksawery Działyński, Julian Ursyn Niemcewicz, Karol Kniaziewicz i inni. Mógł się też niejeden raz spotkać w Dreźnie i z samą Ludwiką, gdy tam już jako księżna Lubomirska przyjeżdżała. A właśnie Falkenstein napisał w swej książce: „Kościuszko pierwszy raz poznał pannę Ludwikę na balu u kanclerza Jędrzeja Zamoyskiego w Warszawie”. Tylko czy obopólna miłość zrodziła się już wówczas? Czy doszło do wyznania już wtedy? – nie wiemy. Również i Władysław A. Dzwonkow- ski na podstawie nowych źródeł pisze: „Miłość między Tadeuszem a Ludwiką zakwitła w Warszawie, rozwijać się jednak musiała później w Sosnowicy, gdzie Kościuszko spędzał wczasy wakacyjne na dworze wojewody”.

Czy Ludwika zdawała sobie sprawę?

c-milosc-bez-konca-77--1

Jej synek uwieczniony zostaje w dziełach sztuki o europejskiej sławie – nie mamy przekazów. Wiemy tylko, że interesowała się gorąco jego portretami, że opisywała je matce i posyłała jej nawet kopie, wykonane przez równieńskich czy też innych malarzy. Nic też dziwnego, że chłopiec, od maleńkości przebywający w atmosferze wielkiej sztuki i wysokiej kultury, stanie się, gdy dorośnie, kolekcjonerem i protektorem sztuki, że będzie w przyszłości we Lwowie pierwszym kuratorem Ossolineum. . Nie wiemy, jak długo przebywała Ludwika w Łańcucie i w Warszawie, ale jest pewne, że z początkiem 1794 r. była już w Równem. Tadeusz Jerzy Stecki podaje, że „30 stycznia 1794 r. książę Józef Lubomirski wszystkie swoje dobra urzędowym aktem desygnował żonie Ludwice”. W trzy miesiące później wybuchło powstanie. Dziewczęcy ideał Ludwiki, za którym zawsze biegły jej myśli, stanął na czele walczącego narodu. Możemy się tylko domyślać, co wówczas przeżywała, jak śledziła przebieg powstania i jakie życzenia i błogosławieństwa słała w duchu tak bliskiemu zawsze jej sercu, a dziś Najwyższemu Naczelnikowi Narodu. Od Steckiego dowiadujemy się, że księżna Ludwika również „skubała szarpie i słała je na potrzeby wojska narodowego”. Dnia 12 kwietnia dotarła do Równego wieść o zwycięstwie racławickim. Ludwika postanowiła udać się niezwłocznie do Warszawy, chcąc być w centrum zbiegających się wieści. Jednakże nie pojechała z nie znanych nam powodów. Znalazła się tam dopiero w maju. Wówczas to czytała odezwy Kościuszki skierowane do wojska i do narodu, a następnie Uniwersał połaniecki. To, o czym kiedyś, przed dwudziestu laty, marzył i co zwierzał jej w parku sosnowickim, teraz sam mógł zrealizować. Niedługo jednak mogła zajmować się reformatorskimi poczynaniami Kościuszki, bo tuż po Uniwersale nadeszły wieści z rewolucyjnego Paryża o aresztowaniu w dniu 24 kwietnia żony brata Aleksandra, Rozalii z Chodkiewiczów Lubomirskiej. Ludwika przejęła się bardzo tymi wiadomościami, zazwyczaj bowiem takie aresztowania arystokratów kończyły się tragicznie. Rozalia, dwadzieścia lat młodsza od Ludwiki, była śliczną, młodą i wesołą osobą. W okresie Sejmu Czteroletniego ks. Rozalia, uchodząca za jedną z najpiękniejszych kobiet, cieszyła się wielkim powodzeniem w salonach. Swego czasu Ludwika korzystała z jej pośrednictwa w przypominaniu królowi o etacie dla Kościuszki.

Ludwika Lubomirska przed powstaniem i w okresie powstania

images (1)

W tym samym czasie, gdy Kościuszko po swej dymisji latem 1792 r. szukał drogi wyjścia z nieszczęsnej sytuacji Ojczyzny, Ludwika przeżywała ciężkie chwile. Po akcesie króla do konfederacji targowickiej urlopowany uprzednio ks. Józef Lubomirski powrócił do swojej funkcji generała- -majora i szefa 5 pułku przedniej straży wojsk koronnych. Ale już dnia 6 maja 1793 r. pułk jego został wcielony do wojsk rosyjskich. Stało się to w związku z przyłączeniem Wołynia do Rosji po krótkiej wojnie polsko- -rosyjskiej w obronie Konstytucji. W lutym 1794 r. Lubomirski, generał bez dywizji, został zredukowany w ramach ogólnej redukcji wojska. Rok 1793 okazał się dla Ludwiki podwójnie ciężki. W przeciwieństwie do męża, którego mało obchodziły sprawy publiczne, interesowała się teraz polityką. Była przecież córką hetmana Sosnowskiego. Nie bez znaczenia był też wpływ Kościuszki i jego gorący patriotyzm. Ludwika śledziła uważnie jego dalszą karierę, interesowało ją, gdzie przebywa i co robi. Gdyby żyła później, mogłaby powtórzyć za Słowackim „Twój czar nade mną trwa”. Wprawdzie zalążki obywatelskiego patrzenia na życie i patriotyzm ujawniły się u panny Sosnowskiej jeszcze w latach dziewczęcych, zaś jej miłość, a potem przyjaźń dla Tadeusza upodobniały ją do niego sposobem myślenia i odczuwania. Teraz wstydziła się wprost serwi- listycznej postawy swego męża, pomimo że usiłowała go tłumaczyć ostrożnością z powodu poważnego zadłużenia majątków. On zresztą okazywał żonie bezwzględne zaufanie i oddanie, co dowiedzione zostanie przepisaniem na jej własność wszystkich rodowych majątków. Na razie poza kłopotami natury ogólnonarodowej i majątkowymi na rodzinę Lubomirskich spadły dodatkowe zmartwienia. W Warszawie długo chorował i w 1793 r. zmarł mający osiemdziesiąt dziewięć lat teść Ludwiki, ów nieodpowiedzialny szałaput, Stanisław Lubomirski, człowiek o niepełnej sprawności umysłowej. Śmierć jego sprowadziła nowe powikłania w sprawach zapisów księcia Stanisława na rzecz ostatniej przyjaciółki. Wiele czasu musiała spędzić Ludwika w Warszawie, aby z pomocą jurystów wyprostować te sprawy. Tegoż 1793 r. dużo podróżowała po Polsce. Z korespondencji hetmanowej Sosnowskiej dowiadujemy się, że na jakiś czas wyjechała do Łańcuta, by nacieszyć się synkiem, przebywającym tam z marszałkową, a także uzyskać jej pomoc. Marszałkowa przywiozła do Łańcuta słynną rzeźbę marmurową Canowy, przedstawiającą Henryka jako „Amora” oraz wspomniane już jego portrety, wykonane przez sławnych mistrzów.

Ozdobo rodzaju ludzkiego!

images

Trzecia z kolei była Odezwa do duchowieństwa, które wzywał Kościuszko do wypełnienia narodowego i moralnego obowiązku, w dawaniu przykładu gorliwości o Ojczyznę. Tegoż samego dnia wydał również Odezwę do Kobiet. „Ozdobo rodzaju ludzkiego! Płci piękna! Cierpię szczerze na widok niespokojnej twej troskliwości o los śmiałego przedsięwzięcia, które ku oswobodzeniu Ojczyzny przedsiębiorą Polacy! Łzy Wasze, które Wam ta troskliwość serc czułych wyciska, przejmują rozkoszą serce rodaka Waszego, ogólnemu szczęściu poświęcającego się. Pozwólcie mi Współobywatelki podać Wam moją myśl, w której się znajdzie i dogodność czułości Waszej i dogodzenie potrzebie publicznej. Taki jest los ludzkości naszej nieszczęśliwy, iż ani praw swoich utrzymać, ani praw Narodu odzyskać nie można bez przykrych i kosztownych sercom tkliwym ofiar! Bracia, synowie, mężowie Wasi bić się idą, krew nasza musi Wasze upewnić szczęście, Kobiety! Niechże onej wylew Wasze strzymają starania. Raczcie, proszę Was o to na miłość ludzkości, robić szarpie i bandaże dla wojska. Ofiara ta rąk pięknych ulży cierpieniom i męstwo samo zachęci. Dan w Głównej Kwaterze, w Krakowie dnia 24 marca 1794 r.” Aczkolwiek od zarania naszych walk zbrojnych kobiety przeważnie opiekowały się rannymi przywiezionymi do ich domostw (nie było bowiem aż do końca XVIII wieku lazaretów wojskowych), to jednak dopiero pierwszy Kościuszko jako Najwyższy Naczelnik powołał je oficjalnie do służby publicznej. I wyznaczył im rolę w owym czasie najwłaściwszą – to jest pomoc i opiekę nad rannymi i chorymi żołnierzami. Ponadto wezwał kobiety wszystkich stanów. Nie zwracał się tylko do dam, lecz do ogółu kobiet, nie tylko szlachcianki, lecz także mieszczanki i chłopki miały przecież mężów, braci i synów, biorących udział w wojnie o wyzwolenie.

Wybuch powstania i jego przebieg

k,NDE4MjA0MzQsNzc3ODcx,f,1f0ae7c3aeee151fmed

Nie będziemy opisywać szczegółowo całego przebiegu powstania – znają go Czytelnicy z lektur szkolnych – przypomnimy tylko główne jego wydarzenia i zwrócimy uwagę na rolę kobiet, które Kościuszko pierwszy wezwał do walki o wyzwolenie narodowe. A więc 24 marca 1794 r. na Rynku Krakowskim odbyło się uroczyste ogłoszenie „Aktu powstania obywatelów, mieszkańców województwa krakowskiego, którym to aktem obierano Tadeusza Kościuszkę «Najwyższym, Jedynym Naczelnikiem i rządcą całego zbrojnego powstania»”. Akt zapowiadał rychłe powołanie Rady Najwyższej Narodowej, która z kolei podejmie prace organizacyjno-administracyjne na terenach zajmowanych przez powstańców, zorganizuje sądownictwo i inne strony życia publicznego. Tadeusz Kościuszko, powołany na Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej, zaprzysiągł „w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu, iż powierzonej mu władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyje, lecz jedynie obrony całości granic, odzyskania samowładności Narodu i powszechnej wolności”. Z datą 24 marca 1794 r. wydał Kościuszko – jako Najwyższy Naczelnik cztery odezwy, którymi wzywał cały naród do udziału w walce o wolność. Pierwszą była Odezwa do Wojska, podkreślająca hasła: wolność, całość, niepodległość, zakończona wezwaniem – „Śmierć lub zwycięstwo”. Następną była Odezwa do Obywatelów … „Wzywany po tylokrotnie od Was do ratowania kochanej Ojczyzny, stawam na czele podług Waszej woli. Lecz nie potrafię skruszyć obelżywego jarzma niewoli, jeżeli od Was jak najprędszego i najdzielniejszego wsparcia nie znajdę. Wspomagajcież mnie więc całą siłą Waszą i spieszcie się pod chorągwie Ojczyzny”.

Odwaga pokazana w Ameryce

kobieta-milosc-mezczyzna

Według Niemcewicza o powołaniu Kościuszki na naczelnika powstania narodowego zadecydowały: „Odwaga jego i zdatność okazane w amerykańskiej wojnie, pamięć chlubnej pod Dubienką walki, miłość w wojsku, powszechny w kraju szacunek, wytrwałość, śmiałość, szczerość i nieskazitelność charakteru”… Te cechy „godnym go czyniły tak znakomitej ufności dowodu. Był to mąż właśnie do czasów (odpowiedni), posiadający zalety, łatwo zjednujący przyzwolenie mnogości”. Zaś L. Dębicki podkreśla wyraźnie udział kobiet Polek w rozszerzaniu tej popularności. Wiemy już, jak w Puławach i w Sieniawie przyjmowany i doceniony był Kościuszko, jakie uroczystości na jego cześć urządzała księżna Izabela; Leon Dębicki uzasadnia popularność Kościuszki następująco: „W kołach patriotycznych rozumiano, że w chwilach ciężkich i czarnych potrzeba zjednoczyć się wokoło jednego człowieka. Imię Kościuszki już przechodziło z ust do ust, a Puławy (czytaj: panie puławskie – D.W.W.) niemało się przyczyniły do rozszerzenia tej niezmiernej popularności, która przygotowała tę wyjątkową w dziejach dyktaturę. Gdy nadeszła … stanowcza chwila, Kościuszko nie potrzebował naczelnictwa zdobywać, bo ono tkwiło już w nim i w przeczuciu całej opinii polskiej”. Przy takiej powszechnej opinii krajowi konspiratorzy zażądali od Kościuszki, aby już jesienią 1793 r. rozpoczął powstanie, ale Kościuszko uznał, że przygotowania są jeszcze niewystarczające, zwłaszcza wśród drobnej szlachty i chłopów. Przewidywał rozpoczęcie powstania jednocześnie w Warszawie, Wilnie, Lublinie w marcu 1794 r. O przyjęciu tego właśnie terminu zdecydowała – postanowiona pod naciskiem ambasadora carycy, lgelstróma, redukcja liczby wojska polskiego z takim wysiłkiem uchwałami Sejmu Wielkiego powiększonego. Katarzyna II i jej ambasadorzy zdawali sobie sprawę z szerzącego się wrzenia w Polsce. Pragnąc temu  zapobiec, carowa przez swą ambasadę wywarła nacisk na Radę Nieustającą, aby ta wydała nakaz zredukowania armii polskiej do połowy. Jednocześnie rozpoczął się niemal przymusowy werbunek zredukowanych żołnierzy do wojsk armii zaborczych, a głównie do carskich. „Obawa żołnierzy przed długotrwałą służbą na obczyźnie, ich krzywda materialna spowodowana zaleganiem w wypłacie żołdu wywołały nacisk od dołu, a zarazem ułatwiły agitację sprzysiężonym” – pisze Herbst.

W środowiskach konspiracyjnych za granicą

milosc-cierpliwa-jest

Pożegnawszy się z przyjaciółmi w Warszawie, Lwowie, Puławach i Zamościu, Kościuszko udał się pod obcym nazwiskiem do Saksonii. W końcu grudnia znajdował się w Lipsku. Wtedy właśnie – jak piszą niektórzy historycy – a nie latem 1792 r. miał się dowiedzieć, że rewolucyjne Zgromadzenie Prawodawcze w Paryżu nadało mu honorowe obywatelstwo francuskie. Przyszło to w samą porę, bo już rządy zaborcze wydały jednakowe zarządzenie, aby go aresztować i uwięzić. W Saksonii znalazł się w środowisku politycznej konspiracji polskiej. Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj i inni przygotowywali się do nowej walki o niepodległość. Stanisław Herbst pisze, że konspiratorzy polscy, widząc we Francji rewolucyjnej naturalnego sprzymierzeńca w ewentualnej polskiej wojnie wyzwoleńczej, w celu nawiązania z nią współpracy wyprawili Kościuszkę jako honorowego obywatela Francji i przewidywanego naczelnika powstania do Paryża. Tam Kościuszko dotarł do żyrondystów, konferował z nimi, ale nie otrzymał żadnych konkretnych obietnic – jak twierdzi St. Herbst – chociaż „jedni i drudzy doceniali znaczenie polskiego powstania jako dywersji osłabiającej interwencję reakcji europejskiej” w stosunku do rewolucyjnej Francji. W tych warunkach szykujący się do walki Polacy zrozumieli, że nie mogą liczyć na żadną pomoc z zewnątrz, muszą więc unikać jednoczesnej walki ze wszystkimi zaborcami. Łudzono się, że za cenę istotnych wyrzeczeń uda się zachować neutralność Austrii, a nawet Prus, i skupić cały wysiłek na wojnie z Rosją. Korzon pisze, że już wówczas Andrzej Kapostas i Ignacy Działyński wysunęli konieczność obrania naczelnika przyszłej walki i „jednomyślnie wybór padł na Kościuszkę”. Wysłannicy warszawscy udali się do Kościuszki, przebywającego wówczas w Lipsku. Kościuszko, jak twierdzą jego biografowie, przyjął wybór natychmiast z Lipska udał się do Drezna.

Wartość artystyczna

milosc-320x202

W 1913 r. portret Lubomirskiej był w posiadaniu jej prawnuka hr. Stanisława Stadnickiego w Krysowie; nie wiemy, czy i gdzie się znajduje dzisiaj. Janina Ruszczycówna twierdzi, że „portret L. Lubomirskiej należy do prac ciekawych i o dużej wartości artystycznej”. Nie lada ciekawostką byłoby wyjaśnienie, w jakich okolicznościach wykonał Grassi portrety Kościuszki pod jesień 1792 r. Data głównego portretu (w mundurze generalskim), podawana na 1793 r., jest nie do przyjęcia, bowiem w tymże roku przebywał Kościuszko daleko od Warszawy (w Lipsku, Paryżu, Dreźnie, potajemnie w Krakowie, we Florencji). Natomiast w 1792 r. od 3 sierpnia do 20 października bawił w Warszawie. Wiemy, że Grassi związał się w Polsce z grupą postępowych patriotów, a podczas powstania 1794 r. będzie walczył w obronie Warszawy. Mógł więc z własnej woli wykonać portret bohatera spod Dubienki, pamiętajmy jednak, źe był cudzoziemcem i dość drogim malarzem, utrzymującym się ze swej pracy. Czy Kościuszko sam zgłosił się do jego pracowni, czy był przez kogoś innego (np. przez Ludwikę) tam wprowadzony, nie wiadomo. Pewną jest natomiast rzeczą, że nie dysponując wówczas większą gotówką, liczyć się musiał z wydatkami, tym bardziej iż czekała go tułaczka emigracyjna, a portrety Grassiego były luksusem. Nadmienić wypada, że Grassi wykona w 1794 r. jeszcze dwa lub trzy portrety Kościuszki o twarzy takiej jak na obrazie z 1792 r., lecz inaczej usytuowana jest postać i w innym stroju (m.in. w sukmanie krakowskiej i takiejże czapce) oraz w szlifach generalskich. Kto płacił za te portrety? Czyżby Grassi namalował je z propolskiego sentymentu?

Portret Ludwiki przez Grassiego namalowany

milosc-romantyczna1

W czasie pobytu w Warszawie Ludwika zamówiła portret u przebywającego wówczas w stolicy głośnego już włoskiego malarza, Grassiego (1758-1838). Przybył on do Polski z Wiednia w 1791 r. na zaproszenie ks. Józefa Poniatowskiego, którego portret zaczął malować jeszcze nad Dunajem. Utalentowany portrecista otrzymał od razu w Polsce dużo zamówień. Namalował w latach 1790-1792 kilka portretów ks. Józefa Poniatowskiego (w różnych pozach), ks. A. B. Jabłonowskiego (1791 r.), St. Kostki Potockiego, J. F. Moszyńskiego i innych, a przede wszystkim – wiele portretów kobiecych. Jego zazwyczaj wyidealizowane portrety wytwornych kobiet  cechuje w tym okresie miękki modelunek i złotawa tonacja. „Widoczny jest w nich wpływ malarstwa angielskiego, zwłaszcza w tłach pejzażowych i preromantycznej nastrojowości” – jak piszą historycy sztuki. Znane Ludwice panie pozowały właśnie Grassiemu do portretów. Ujrzawszy namalowany przez niego wizerunek swej sąsiadki, Antoniny Eleonory z Komorowskich Ilińskiej, rodzonej siostry słynnej Gertrudy Potockiej – uwiecznionej w Marii Malczewskiego – tak się nim zachwyciła, że natychmiast zamówiła swój portret. Pozowanie odbywało się prawdopodobnie pod koniec lata lub w początkach jesieni 1792. Nie jest więc wykluczone, że w tym samym czasie malował Grassi znany portret Kościuszki, gdyż jesienią tegoż roku Kościuszko jako rekonwalescent przebywał jeszcze w Warszawie. Jest zatem możliwe, że Ludwika w tym okresie mogła niejednokrotnie spotykać się z Tadeuszem właśnie w pracowni Grassiego. Według opisu Jerzego Mycielskiego „portret Ludwiki (zaginiony podczas II wojny światowej) o wymiarach 92X71 … jako dzieło malarskie jest …mistrzowski w stonowaniu barwy białopopielatej i bladoli- liowej: prawdziwa symfonia kolorystyczna «en gris mauve»”. Księżna Ludwika nie była już pierwszej młodości i nie tak czarującej piękności jak Antonina z Komorowskich Ilińska, niemniej malarz wydobył cały jej wdzięk i urok. Na obrazie „widzimy twarz ściągłą i jakby zmęczoną … nos cienki, ale za długi”. Patrzą z portretu na nas „duże, prześliczne, ciemno- błękitne, prawie szafirowe oczy, które dała swemu słynnemu z piękności synowi, księciu Henrykowi. Cała postać owinięta jest w białe gazy, które jedną ręką od twarzy odchyla, a które zlewają się z tłem bladoperłowym; ubrana jest w jasnozłocistą suknię z szarfą lila … podparła się jakby znużona o stół kamienny i z pewnym smutkiem w oczach patrzy przed siebie. W mało którym portrecie dowiódł Grassi równej wykwintności i mistrzostwa w kolorystycznym stonowaniu” – stwierdza Mycielski.

Choroba Ludwiki i pobyt w Warszawie

miloscwartoscizyciepsychologia

Bogusław Leśnodorski napisał, że Ludwika Lubomirska, „wychowana na Nowej Heloizie, nigdy nie miała zapomnieć o Kościuszce. Bacznie, choć z daleka, śledziła stale jego losy, mimo że miała dość własnych spraw, zmartwień i obowiązków. W czasie gdy Kościuszko wypełniał swe wojskowe zadania oraz kochał się i bawił w Międzybożu czy w Niemirowie, Ludwika poważnie zapadła na zdrowiu. Zaatakowały ją silne bóle reumatyczne. Jej organizm dopiero teraz zareagował na skutki długiego przebywania w mokrej i błotnistej Sosnowicy, a przede wszystkim wiecznie wilgotnym Ratnie. Sądząc z listów matki ze stycznia 1792 r., Ludwika miała ostre zapalenie stawów. Leczył ją lekarz z Dubna. Tradycyjnym zwyczajem dziedziczek i matron polskich, pełniących od dawna obowiązki lekarek własnej rodziny, a także służby i poddanych chłopów, hetmanowa Sosnowska zaleciła kurację i swej córce: „Jedyny i skuteczny lek na reumatyzm – pisała do Ludwiki – to konserwowanie się ciepło (ile tylko wytrzymać można) przy pomocy woreczków z prażonym piaskiem i solą, dalej rozcieranie suche, a także mrówczanym spirytusem, okadzanie bursztynem i stałe noszenie angielskiej flaneli”. Widocznie ta kuracja pomogła, bo po dwóch miesiącach Ludwika wyzdrowiała, a nawet udała się z mężem do Warszawy, gdzie zachorował jej teść tak ciężko, że była obawa o jego życie. Tymczasem w Warszawie nastąpił nawrót choroby i znowu matka zaleciła jej poprzednią kurację i radziła, by po ustąpieniu ostrego bólu … udała się na leczenie za granicę, gdzie są sławni lekarze.

Nie będziemy opisywać teraz dziejów nowej konspiracji

Yggdrassil

Znajdzie je Czytelnik w innych książkach; my zajmujemy się głównie kobietami, które przewinęły się przez życie Kościuszki. Nadmieniamy tylko, że parę miesięcy po wyjeździe Kościuszki z Zamościa kanclerzyna wdowa udała się z synem i córką oraz ich nauczycielem i wychowawcą, ks. Stanisławem Staszicem, w podróż do Włoch dla „wypolerowania” ich edukacji. W Rzymie w 1793 r. spotkano się z licznymi rodzinami polskimi, które portretowały się u głośnej w Europie malarki, Angeliki Kauffmann. Konstancja Zamoyska nie poszła śladami pięknych pań, zamawiających u Kauffmann swoje portrety. Zamówiła portret rodzinny, ujawniając przy tym indywidualne podejście. Życzyła sobie, aby malarka do portretu rodziny obecnej włączyła, jako postać centralną, nieżyjącego już męża, korzystając z podobizny jego, umieszczonej na medalu lub dawniej malowanym portrecie. Malarka namalowała go więc z profilu i w pozycji siedzącej. Nie wiadomo, dlaczego na tym obrazie nie ma konterfektu kanc- lerzyny. Centrum kompozycji stanowi siedząca postać Andrzeja Zamoyskiego, który wskazuje dłonią na popiersie swego przodka, zapewne XVI-wiecznego bohatera, Jana Zamoyskiego, kanclerza wielkiego koronnego i słynnego hetmana wielkiego, a także wybitnego męża’ stanu i polityka. Gest ten zdaje się wskazywać go synowi jako wzór do naśladowania. Anusia Zamoyska na portrecie oddana jest z całym wdziękiem i urokiem młodości, co było cechą charakterystyczną prawie wszystkich portretów niewieścich Angeliki. Podobieństwo Anny oddane zostało dość wiernie. Właściwie jest to jedyna podobizna Anusi z tego okresu. My powróćmy teraz znów do Ludwiki Lubomirskiej i przypatrzmy się jej obecnemu życiu.